Marzec 2026

To biorę się za pisanie             wpis z dnia 15.03.2026

Nie chce mi się pisać, ale coś by trzeba, bo dawno nie pisałem. Nie chce mi się dlatego że wszedłem w opcję że nie będę pisał, wspomniałem o tym. Ale, że pisałem że coś tam od czasu do czasu napiszę to i piszę. Wątków jest sporo. Jeden z nich, to ten, o którym wspominałem na Xsie albo na Fb i tu, że już od urodzenia/wczesnego dzieciństwa funkcjonuję w trybach nietypowych dla człowieka jako takiego. Może to jakiś wyższy/niższy poziom egzystencji, a może zwyczajnie, inny typ funkcjonalności. Człowiekiem jako takim przecież jestem więc to raczej albo odmiana człowieka - bardziej psychiczna/mentalna/duchowa niż cielesna albo jakieś inne parametry. Ludzie chyba to wyczuwają. To jest jak rodzaj przesunięcia percepcji i związane z tymi parametrami funkcjonowanie. To co dla innych ludzi jest oczywistością dla mnie bywa zacienione, zaciemnione, przejaśnione albo nawet do odrzucenia. Coś już wspominałem o tym. Co do tego skąd wiem że w tak wczesnym dzieciństwie już "działałem" w tych różnych trybach? Bo trochę pamiętam. W 1966 roku rodzice byli ze mną u rodziców matki. Czyli, w Czarna Średnia - Siemiatycze/Białystok. Dokładnie nie pamiętam, ale chyba byłem tylko ja. To mógł być Czerwiec/Lipiec, Sierpień raczej nie. To ile miałem wtedy lat? Niecałe trzy. Z tego co pamiętam, córkę, pierwszą, zostawili wtedy w Jaworzynie u ciotki, siostry matki. Z drugą matka była w tak zwanej ciąży. A wtedy podróż pociągiem, zwłaszcza tak daleko to był po prostu horror. Ja chyba wtedy do Wrocławia jechałem jako bagaż, na półkach. Bo tylu było ludzi. I trochę z tego pobytu tam, w Białostockim, pamiętam. I pamiętam też że dziadek uważał mnie za trochę niedorozwiniętego psychicznie i pewnie fizycznie. Dlaczego? Bo gdy do mnie coś mówił to nie miałem ochoty mu odpowiadać. Ja w ogóle od dzieciaka nie lubiałem że traktowano mnie jak dziecko. Z mojego punktu widzenia to było naturalne. Z punktu widzenia dorosłych to musiało wyglądać co najmniej dziwnie. I jak mnie ten dziadek tak wypytywał, a ja mu nie odpowiadałem to już wtedy chciałem im tłumaczyć że w tym czasie zajmuję się czymś innym - w sensie że zmieniam kierunki wydarzeń, że coś tam "monitoruję" i żeby mi nie przeszkadzali - i takie tam. Ale oczywiście nic takiego nie mówiłem. Wychodziłem z założenia że lepiej nic nie mówić. Kilka razy tak było. Raz nad jakimś stawem albo inną wodą. Dziadek miał takie podejrzenia bo jeden z jego synów chyba był uważany za jakiegoś tak zwanego psychicznego. Ja go takim nie pamiętam. Gdy przyjeżdżał to zachowywał się normalnie. Pewnie też był telepatyczny albo miał jakieś inne tego typu uzdolnienia. Bo go wyczuwałem. A, jak wiadomo, wtedy i dawniej, tacy ludzie to albo wyrastali na mesjaszy albo ich katrupiono jako jakieś wybryki natury. Zresztą, jak wiadomo, nie tylko w dzieciństwie. Jako dorosłych też. A to zawsze powodowało rozstrój cywilizacyjny. Czyli, gdy dziadek wypytywał mnie o różne kwestie to milczałem. Też dlatego że on miał inne podejście do tak zwanego świata. A ja to widzialem i nie chciałem za bardzo z nim dyskutować. Bo musiałbym mu mówić w oczy że coś mi się w nim nie podoba. A nie chciałem bo to było jego życie. Babka mnie wspierała. A temu dziadkowi mówiła że ja jestem normalny, tylko mam taki charakter. Bo już wtedy byłem telepatą. I pewnie to wyczuwała. Gdyśmy odjeżdżali to dawali mi chyba kurę. Ktoś, chyba babka, chciał mi dać koguta, ale kogut był tam bardziej potrzebny niż jedna albo dwie kury. Ale nie pamiętam czy wzięliśmy tę kurę. Takich sytuacji, tyle że na miejscu, było więcej, ale tak dokładnie to wszystkich nie pamiętam. Zwłaszcza z tego czasu. Ale niektóre pamiętam, dość pobieżnie, ale trochę. Późniejsze więcej, ale nie ma co o tym pisać bo dałem tylko przykład. Oczywiście to że mam takie "zdolności" może być skutkiem genetycznych uwarunkowań popokoleniowych albo jeszcze czegoś innego. Trudno to, na podstawie autopercepcji stwierdzić. To jeden z wątków mam chyba z głowy.
Szukaj